Jimi Hendrix – The Sex Tape

Jimi Hendrix - The Sex Tape

Jimi Hendrix - The Sex Tape

Przewijając taśmę

Media donoszą: matka Katy Perry, pani Mary Hudson, spotykała się z Jimim Hendrixem. Jeżeli, Drogi Czytelniku, z tych trzech nazwisk kojarzysz tylko ostatnie, to zdecydowanie wystarczy, jeżeli zaś tylko to ostatnie nic Ci nie mówi, to dalsza lektura może się okazać dla Ciebie stratą czasu. Tymczasem Katy (autorka jednej z najbardziej oczekiwanych premier płytowych roku – za Onet.pl) żartuje, że mogłaby być córką Hendrixa, poważnym tonem dodając: Często się zastanawiam, jak by to było. Życie jednak potoczyło się inaczej. Moi rodzice przez długi czas pozwalali sobie na wiele, ale potem odnaleźli Boga, zostali pastorami i wychowali mnie w duchu wartości chrześcijańskich. Okazuje się, że na dobre mi to wyszło. Wartości chrześcijańskie bardzo się przydają we współczesnym szołbiznesie, szczególnie kiedy leży się topless na różowej chmurce, wskazując tym samym, jak powinny wyglądać marzenia nastolatków (tytuł płyty ilustrowanej tym widoczkiem to „Teenage Dream”). Chodzi, rzecz jasna, o to by przybliżyć się do nieba.

Wróćmy jednak do Hendrixa, niedoszłego ojca naszej gwiazdy. Wieść gminna niesie, że był z niego szelma i rozpustnik, jak na gwiazdę rocka lat ’60 przystało. Ano był i mit ma pokrycie w rzeczywistości, ale to nie z książek biograficznych fakt ten się wysnuwa. W dzisiejszych czasach książki to strata czasu, kiedy można obejrzeć dokument o wdzięcznym i adekwatnym tytule „The Sex Tape”. Osnową tego filmowego dzieła jest akt seksualny czarnoskórego mężczyzny z dwoma białymi partnerkami poddany drobiazgowej analizie przez autorytety niemoralne lat ’60 Pamelę Des Barres i Cynthię Plaster Caster. Ta pierwsza to słynna groupie, druga zaś to światowej sławy autorka gipsowych odlewów genitaliów muzyków rockowych. Pełne zachwytu komentarze obu Pań do odbywającej się na monitorze akcji, ich wspomnienia dotyczące osoby Jimiego Hendrixa, porównanie gipsowego odlewu jego członka z materiałem filmowym – wszystko to ma widza upewnić, że Murzyn na filmie to właśnie wielka gwiazda rocka we własnej osobie. Jakże istotny wkład wnosi to dzieło w wiedzę współczesnych o sztuce i jej twórcy! Sądzę, że nie mniejszy niż relacje o współczesnych gwiazdach szołbiznesu, z wypiekami na twarzy śledzone przez oglądaczy internetowych serwisów typu kundelek czy pantofelek.

Na cholerę to komu? Hendrix to, czy nie Hendrix, jakie to ma znaczenie? Ani to źródło wiedzy o sztuce, ani nawet dobry pornos. Chyba jednak to pierwsze jest powodem większego rozgoryczenia. Oto żyjemy w czasach, kiedy pamięć o dziełach artysty została odsunięta na bok przez kreację jego wizerunku. Oto żyjemy w czasach, w których współcześni muzycy znani nam są z łamów kolorowej prasy i z komputerowego monitora; doskonale kojarzymy ich wygląd i nawyki, ale nie rzadko nic lub prawie nic nie wiemy o ich twórczości. Kiedyś ludzie chcieli wiedzieć jak najwięcej o artystach, których twórczość podziwiali. To oczywista i naturalna ciekawość. Dziś skutek ciekawości zastąpił jej przyczynę, a szołbiznes pożera własny ogon i w końcu się nim udławi.

Błażej Budny